wtorek, 19 kwietnia 2016

Rozdział 3 cz. 2

Hogwart, wieża Ravenclaw
Obudziłam się  z bardzo dziwnym uczuciem nigdy wcześniej go nie czułam. Leżąc na łóżku pod tymi wszystkimi kołdrami było mi tak cudownie ciepło, a do tego pierwszy raz czułam się bezpieczna. Jaką  miałam ochotę nie wstawać, ale niestety nic nie może trwać wiecznie. Spojrzałam na zegarek i stwierdziłam, że jeśli teraz nie wstanę to nie będę mogła się szykować do szkoły powoli. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam, że Luna jeszcze śpi. Postanowiłam ją obudzić, aby nie spóźniła się na zajęcia.
- Luna, wstawaj jest już 6.00, musisz wstać teraz jeśli chcesz się wyszykować na spokojnie.
- C-co? - zapytała się mnie patrząc na mnie sennym wzrokiem
- Wstawaj jest już 6.00 - odpowiedziałam spokojnie z uśmiechem na ustach, ponieważ Luna wyglądała całkiem zabawnie i uroczo.
- Och dobrze obudź mnie jak zmyjesz z siebie nargle - powiedziała i poszła spać dalej.
Gdy poszłam pod prysznic parę minut próbowałam zorientować się w ustawianiu wody, ale gdy to zrobiłam się opłaciło, ponieważ miała idealną temperaturę. Gdy skończyłam się szykować wróciłam do pokoju a Luna czytała Żonglera na łóżku, gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się do mnie, odłożyła gazetę i poszła się wyszykować.
- Poczekać na ciebie Luna? - zawołałam
- Nie muszę jeszcze coś zrobić.
-Jak wolisz - odpowiedziałam po czym wyszłam z pokoju, wpadając na coś miękkiego, a  raczej kogoś. Tym kimś okazała się siódmoroczna krukonka.
- Jeju, przepraszam nie zauważyłam Cię, tak mi przykro. - zaczęłam tłumaczyć jak nakręcona.
- Nic się nie stało, powinnam bardziej zwracać uwagę na otoczenie. - powiedziała wstając z podłogi - przy okazji nazywam się Meredith Green, jeśli idziesz do Wielkiej Sali to mogę Cię  do niej zaprowadzić ja też tam idę.
- Dzięki, wiesz może gdzie znajdę swój plan lekcji?
- Prefekci będą rozdawać je na śniadaniu.
- Czemu tak? Przecież to jest lekko bez sensu, no bo dostaniemy plany na śniadaniu po czym będziemy musieli wrócić do dormitorium po książki a następnie poszukać sali. Jakby rozdawali je wcześniej to byłoby wygodniej.
- Masz rację, nigdy tak o tym nie myślałam, pójdę z tą propozycją do profesora Flitcwika, może wprowadzą to w życie. Dobra to tutaj, ja lecę do znajomych. A ty może pójdź do innych pierwszoklasistów, tam ktoś siedzi.
- Dziękuję za odprowadzenie, pa
- Narazie - odpowiedziała Meredith po czym odeszła do swojego stolika
Gdy doszłam do miejsca o którym mówiła Meredith zauważyła, że to nie siedziały pierwszoroczniaki tylko Ivy, wraz z Jamesem i Markiem. Cóż świat do odważnych należy.
- Hej - powiedziałam nieśmiało
- Och spójrzcie panowie kto nas zaszczycił swoją obecnością - wycedziła teatralnie Ivy - Czyżby to nie córka samego wielkiego Czarnego Pana - to ostatnie syknęła szeptem tak abym tylko ja to usłyszała - Nie bój się mała nie zdradzimy nikomu Twojego sekretu ...
- Ale? Nie wierzę, że wasze milczenie jest za darmo Miałam nadzieję, że tu będzie inaczej. Myślałam,że kruki są na tyle inteligentne aby nie oceniać ludzi po tym kim są ich rodzice ale najwidoczniej się myliłam.
- Ivy daj jej spokój, przecież to tylko pierwszoroczna. Nie jest warta Twojej nienawiści.
- Masz rację James - powiedziała Ivy po czym pogrążyła się w rozmowie z Jamesem.
Zobaczyłam, że od samego początku Mark się nie odzywał i zamiast tego patrzył cały czas na mnie, jakby czegoś szukając, nie wiem czy znalazł ponieważ odwróciłam się i podeszłam do Luny, która siedziała trochę dalej. Usiadłam bez słowa i zaczęłam jeść chociaż rozmowa z Ivy i Jamesem pozbawiła mnie apetytu. Nagle na sali zrobiło się cicho podniosłam głowę do góry i zobaczyłam czemu Rapida orzeł Lucjusza leciał w moją stronę wraz z czerwoną kopertą, co oznaczało tylko jedno Wyjec. Wiedziałam, że będzie wkurzony ale myślałam, że załatwi to po cichu bo przecież zawsze robił wszystko aby utrzymać idealny obraz Malfoyów.

'' ALICE CARMEN RIDDLE JAK MOGŁAŚ OSZUKAĆ MNIE I NARCYZĘ W TAKI SPOSÓB. CO CI WPADŁO DO TEJ  DURNEJ GŁOWY ABY UCIEKAĆ Z DOMU. PAMIĘTAJ ŻE TO MY ODPOWIADAMY ZA CIEBIE PO TYM JAK TWOJA MATKA WYLĄDOWAŁA W AZKABANIE. .  MASZ SZCZĘŚCIE, ŻE NIE JESTEŚ W GRYFFINDORZE. TO BYŁABY HAŃBA DLA NAZWISKA TWOJEGO OJCA. DZIEDZICZKA SLYHERINU W RAVENCLAW BRZMI WYSTARCZAJĄCO ŚMIESZNIE. ŻĄDAM ABYŚ NATYCHMIAST ZOSTAŁA PONOWNIE POSORTOWANA I TRAFIŁA TAM GDZIE TWOJE MIEJSCE, KARA CIĘ NIE OMINIE, ZOSTANIESZ POINFORMOWANA O NIEJ PRZY NAJBLIŻSZYM SPOTKANIU."

- Mówiłem Ci Riddle, że tata nie będzie zachwycony - krzyknął Draco
- A ja mówiłam tobie Draconiusss, że ostatnią rzeczą o którą się martwię jest to co powie Twój ojciec. - syknęłam na Draco po czym odwróciłam się i wyszłam z sali.

-----------------------------------------------------------------------------------------------
rapida - szybki w esperanto
------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest w końcu zebrałam się i napisałam, mam nadzieję, że się podoba.

                                                        Alice Malfoy


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz